Dzień dobrze i szybko zaczęty! Szybko, bo w Łazach musiałyśmy zdążyć opuścić ośrodek zanim nieświadomy niczego właściciel zanotuje naszą obecność. Dlatego też już przed ósmą wyruszyłyśmy w podróż by trochę pojechać przed największym słońcem, a potem z czystym sumieniem zalec na plaży korzystając ze sprzyjającej opaleniźnie pogody ("dziewczyny lubią brąz..."). Za Mielnem, w bardzo spokojnej miejscowości Gąski znalazłyśmy idealną plażę z „parkingiem” dla naszych rowerów, cieniem i słońcem- tak, że można się było opalać na śpiąco bez ryzyka nabawienia się udaru. To był bardzo przyjemny plażowy dzień, Madzia nawet wykąpała się w morzu! Nastąpiło to jednak tuż przed załamaniem pogody, bo około trzeciej zaczęły nadciągać ciemne chmury i powiał silny burzowy wiatr. Dało nam to kopa do dalszej jazdy, ale niestety deszcz złapał nas w Ustroniu Morskim i pokrzyżował dalsze plany. Niepocieszone, że będziemy musiały szukać przymusowego noclegu poszłyśmy do sympatycznej kawiarenki internetowej, w której odbywał się jednocześnie wczasowy jubel z pieczonym prosiakiem. Uaktualniłyśmy bloga i w desperacji poszukiwałyśmy noclegu. I trafiłyśmy! W malusieńkim Ustroniu udało nam się dodzwonić do przesympatycznej Kasi, która od niedawna zarejestrowana była na Hospitality Club i która zaproponowała nam nocleg! Spędziłyśmy z Kasią długi wieczór przy winie i rozmowie, a potem przespałyśmy pierwszą od kilku dni noc w prawdziwych łóżkach pod prawdziwym dachem! To było to!
Gąski- suszenie namiotu plus nasz "parking" ;)
Oznakowanie tych dwóch szlaków kilka razy bardzo nam pomogło na trasie.
Niemieckie napisy na budynku w Ustroniu Morskim.
Z Kasią, jej mamą i babcią :)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz