Oj. ciężko się było nam rozstawać, zwłaszcza że panowie mocno nas namiawiali na zostanie chociaż dzień dłużej (pod groźbą przebicia opon). Może dlatego w trasę wyruszyłyśmy dopiero ok. 18ej i ujechałtyśmy niespełna 10 km. Ale to już wina Diabła ;p Obiecywał, że mamy drogę z Dąbek do Łazów. No i rzeczywiście była. Ale tylko do Dąbkowic, czyli jakieś 5km. na marginesie- pięknie tam, droga prowadzi wąskim przesmykiem między morzem a jeziorem, w którym Twarda nie omieszkała się wykapać.
Niestety przez następne 4,5km było pchanko na plaży. Podczas podróży przez plażę nabawiłysmy się homofobii, bo pedały bezlitośnie waliły nas po nogach ;). Gdy całe zapiaszczone dotarłyśmy do Łazów było już ok. 20:30. Najbardziej dało się to we znaki naszym rowerom, króre pilnie potrzebowały czyszczenia i smarowania. Pijąc herbatkę jak zwykle roweki zwróciły uwagę pomocnych osób i zaraz znalazł się chłopak, który się zna na nich i był w pobliskim ośrodku "złotą rączką". Gdy nasze maszyny już lśniły czystością i były pięknie nasmarowane, Marcin, lekko przez nas nagabywany, wynalazł nam sekretne miejsce na namiot w pięknym ośrodku wypoczynkowym (z nowymi okrągłymi łazienkami ;)). Po rozbiciu się miałyśmy ochotę na imprezę, więc się wyszykowałyśmy (jak laski z Bedonia), ale okazało się. że Łazy umierają po 22ej. Odpicowane wypiłyśmy po piwku przy zejściu na plażę i wróciłyśmy do namiotu- żeby sie tam dostać musiałyśmy sforsować zamknięte ogrodzenie.
Madzia, Diabeł, Kufel, Kaktus, Magnes i Twarda.
Po 10-ciominutowym czajeniu się Marta wykonała piękny skok w glony (na żabę).
U kresu pchanka.
czwartek, 30 czerwca 2011
Dzień 5
Najlepszy, jak dotąd dzień w trakcie naszej podróży. Spałyśmy na (tanim) polu namiotowym, a rano po załatwieniu wszystkich spraw (typu aktualizacja bloga, pocztówki i jedzonko) był wreszcie czas na smażonko na plaży :) Do ok. 16 smażyłyśmy dupki, a potem ruszyłysmy dalej w trasę. Następne miejsce noclegowe miałysmy w Dabkach, więc zrobiłyśmy ok. 50km., ale trasa była bardza przyjemna- wręcz nam było mało po dojechaniu ;)
Całe szczęście, że jednak tam dotarłyśmy. Miałyśmy kontakt do Kaktusa- przyjaciela zaprzyjaźnionego ochroniarza, który miał tam prowadzić obóz harcerski.
Kaktus z początku nieufny, szybko się do nas przekonał. A my do niego :) Miałyśmy przytulne miejsce na namiot, całe mnóstwo materacy i kocy harcerskich do dyspozycji i nawet wielką łazienkę tylko dla siebie! ;)
Po zadomowieniu się, zostałyśmy zaporoszone na grilla z Kaktusem i jego towarzyszami niedoli (bo dla nich to było jak zesłanie, haha)- braćmi Kuflem i Diabłem z Łowicza. Posiadówa trwała bardzo długo, panowie z harcerstwa, więc tematów wspólnych mnóstwo...
Port w Ustce
Szukanie pożywienia w trasie :)
Czyżby Darłowo?
Łódzkie ślady w Darłowie.
Architektura Darłowa.
Całe szczęście, że jednak tam dotarłyśmy. Miałyśmy kontakt do Kaktusa- przyjaciela zaprzyjaźnionego ochroniarza, który miał tam prowadzić obóz harcerski.
Kaktus z początku nieufny, szybko się do nas przekonał. A my do niego :) Miałyśmy przytulne miejsce na namiot, całe mnóstwo materacy i kocy harcerskich do dyspozycji i nawet wielką łazienkę tylko dla siebie! ;)
Po zadomowieniu się, zostałyśmy zaporoszone na grilla z Kaktusem i jego towarzyszami niedoli (bo dla nich to było jak zesłanie, haha)- braćmi Kuflem i Diabłem z Łowicza. Posiadówa trwała bardzo długo, panowie z harcerstwa, więc tematów wspólnych mnóstwo...
Port w Ustce
Szukanie pożywienia w trasie :)
Czyżby Darłowo?
Łódzkie ślady w Darłowie.
Architektura Darłowa.
Wieprza w Darłowie (rzeka, nie Magnes) ;)
wtorek, 28 czerwca 2011
Dzień 4
Rano wstałyśmy, po pierwszej nocy w namiocie, mile zaskoczone, że nawet nie zmarzłyśmy. Po szybkim śniadanku i pakowanku wyruszyłyśmy, pobłogosławione przez panią Marysię, ścieżką przez bagna. Dotarłyśmy nią do Kluk, dzie mieści się świetnie utrzymany skansen wsi słowińskiej, a obok urzęduje pan, który robi buty dla koni (klumpy) i zna się na wszystkim- począwszy od tego, jak rozkręcić swój biznes, a na historii Kluk kończąc. Zwiedziłyśmy skansen, posiliłysmy i ruszyłysmy dalej, już normalną białą drogą, aż do Ustki (czyli w sumie ok. 50km). Oczywiście nie obyło się bez przygód też na tym odcinku. Najpierw Magnesowy rower zaczął wydobywać z siebie niepokojące odgłosy, Madzi zeszło powietrze z tylnej (sic!) opony, a potem mimo interwencji naczelnego mechanika w gumowych żółtych rękawicach (Magnes jest przygotowana na każdą ewentualność!) magnesowy łańcuch zaczął spadać regularnie. Mimo tego, udało nam się dojechać do Ustki wyjątkowo wcześnie i po rozbiciu się, już ok. 19ej zaległyśmy na plaży (wreszcie) dobrze zaopatrzone w produkty z Biedronki (jak dobrze, że Biedronka jest tak blisko...) Tak spędziłyśmy czas do zachodu słońca.
Za stodołą u pani Marysi.
Pakowanko.
Przedzieranie się przez bagna. Uwierzcie, że TO SĄ bagna.
Nasz profesjonalny sprzęt na postoju w Klukach.
Mewa/ rybitwa żarłacz pożeracz naszych bułeczek śniadaniowych.
Słoneczny patrol/ partol.
Sesja o zachodzie słońca.
Za stodołą u pani Marysi.
Pakowanko.
Przedzieranie się przez bagna. Uwierzcie, że TO SĄ bagna.
Nasz profesjonalny sprzęt na postoju w Klukach.
Mewa/ rybitwa żarłacz pożeracz naszych bułeczek śniadaniowych.
Słoneczny patrol/ partol.
Sesja o zachodzie słońca.
Dzień 3
Po nocy spędzonej u sympatycznych właścicieli pensjonatu Atalia w Łebie (tak, to jest kryptoreklama ;) ), skoczyłyśmy na pobliskie ruchome wydmy. Tak nam się tam spodobało, że leniwiąc się przeleżałyśmy tam całe przedpołudnie. Rozleniwione poplątałyśmy się po Łebie i suma summarum wyruszyłyśmy w dalszą trasę dopiero ok. 17ej. Miałysmy zamiar dotrzeć do Lasu Smołdzińskiego, trasą rowerową przez Słowiński Park Narodowy. Wszystko pięknie, ładnie, ale po jakichś 10 km piaszczysta drogą przez las, zorientowałysmy się, że zapomniałysmy kijków od namiotu.... Zostały w Łebie. I co robić? Dojechałyśmy do Izbicy, do najbliższego gospodarstwa agroturystycznego, u przegościnnej pani Marysi, która nas napoiła. Znlazł się też tam nasz wybawca- pan Gienek, kierowca karetki, który wraz ze swoja dziewczyną, pielęgniarką z OIOMu zaproponował podwózkę do Łeby. Jedynym warunkiem było to, że same musiałyśmy się tam zawieźć, bo pan Gienek wypił piwko. Niewiele myśląc wręczył nam kluczyki i odważnie ruszyliśmy wertepami do Łeby, aby odzyskać nasze bezcenne kijki :)
Gdy w końcu udało się dotrzeć z powrotem, było już za poźno, by ruszyć dale, a poza tym mieszane towarzystwo zwierząt i ludzi zachęcało, by dłużej z nimi posiedzieć. I tak trzeciego dnia ujechałyśmy zaledwie 15 km. Ale ten dzień i tak zaliczamy do udanych, ponieważ wieczór w doborowym towarzystwie wynagrodził nam trudy i przeciwności.
Magnes na plaży w Łebie chowa się przed wiatrem
Zjazd z wydmy!!!
A tu wdrapywanie się z powrotem :)
Madzi udało się ładnie wyjść na zdjęciu, na wieży widokowej w Rąbce.
Marta tęskni za łodzią.
Przed Atalią, z Jarkiem i Ewą.
W Izbicy z pania Marysią i jej gośćmi. Madzia zabawia kota.
Mini skansen.
Gdy w końcu udało się dotrzeć z powrotem, było już za poźno, by ruszyć dale, a poza tym mieszane towarzystwo zwierząt i ludzi zachęcało, by dłużej z nimi posiedzieć. I tak trzeciego dnia ujechałyśmy zaledwie 15 km. Ale ten dzień i tak zaliczamy do udanych, ponieważ wieczór w doborowym towarzystwie wynagrodził nam trudy i przeciwności.
Magnes na plaży w Łebie chowa się przed wiatrem
Zjazd z wydmy!!!
A tu wdrapywanie się z powrotem :)
Madzi udało się ładnie wyjść na zdjęciu, na wieży widokowej w Rąbce.
Marta tęskni za łodzią.
Przed Atalią, z Jarkiem i Ewą.
W Izbicy z pania Marysią i jej gośćmi. Madzia zabawia kota.
Mini skansen.
sobota, 25 czerwca 2011
Pochwalmy się, ile zrobiłyśmy dzisiaj...
Po smacznie przespanej nocy u przegościnnego Adama (zdjęcia poniżej) w Rumii wypoczete i pelne zycia ruszylysmy w ambitnie wyznaczona trase z Rumii do Leby (70 km). Latwo nie bylo... Wiatr w twarz i pagórki naruszyły naszą doskonałą kondycję... jeszcze nie wiemy co będzie jutro rano ale zakwasy murowane i to bynajmniej nie tylko w nogach. Od rana zamierzamy odwiedzić wydmy (pieszo) a potem pojechac jeszcze pare kilometrow... tak do Kluk. Zalączamy zdjecia z porannego sniadanka u Adam (facet robil trzeb dziewczynom jejecznice! bylysmy bardzo poruszone) dal nam klucz do kol, sznurek i nastawil nas bardzo pozytywnie do hospitality i couch surfingu i bardzo nam pomogl pierwszej nocy goszczac nas u siebie zaskoczony tego samego dnia. Dziekujemy Adam :) Zobaczcie jak mozolnie zdobywamy kolejne wyznaczane etapy.
w przygotowaniu
Cala rodzinka, razem z kotka bez imienia ktora towarzyszyla nam cala noc
Kolejne etapy: Choczewo - miesce, ktore wyznaczylysmy sobie na obiad i dlugo nie moglysmy sie go doczekac
I cel podrozy, ktory juz kilka razy zaczal nam umykac w trudach podrozy. Ale dojechalysmy!
piątek, 24 czerwca 2011
Dzień pierwszy
W końcu ruszyłyśmy w trasę. Nie obyło się bez niespodzianek, jeszcze przed pociągiem Madzia złapała gumę!!
Na szczęcie wszystko złożyło się wspaniale, dzięki pomocy serdecznych przyjaciół, tuż po opuszczeniu pociągu na stacji w Sopocie miły Pan wymienił nam dętkę i załatał starę oraz przygotował nas wszystkie do wyprawy pompując odpowiednio rowery. Dziękujemy sklepowi Alter S.C w Sopocie!
Potem też nie było łatwo, najpierw złapał nas deszcz, a potem okazało się, że trasa z Sopotu do Gdyni nie jest usłana różami. Jechanie polegało głównie na noszeniu rowerów, a uwierzcie,że po załadowaniu lekkie nie są, często musiałyśmy je wnosić w trójkę jeden po drugim albo pchać je po plaży...
No nic, pierwszy dzień dobiega końca, włąśnie jedziemy do Rumii na nocleg znaleziony na hospitality club. Trzymajcie kciuki :)
Gdynia
Pokaz kuchni portugalskiej w Gdyni
Pchanie rowerów po plaży - gdzieś między Sopotem a Gdynią
Zaraz po naprawieniu roweru, Monte Casino w Sopocie
Flaczek
Ready, steady, go!
Na szczęcie wszystko złożyło się wspaniale, dzięki pomocy serdecznych przyjaciół, tuż po opuszczeniu pociągu na stacji w Sopocie miły Pan wymienił nam dętkę i załatał starę oraz przygotował nas wszystkie do wyprawy pompując odpowiednio rowery. Dziękujemy sklepowi Alter S.C w Sopocie!
Potem też nie było łatwo, najpierw złapał nas deszcz, a potem okazało się, że trasa z Sopotu do Gdyni nie jest usłana różami. Jechanie polegało głównie na noszeniu rowerów, a uwierzcie,że po załadowaniu lekkie nie są, często musiałyśmy je wnosić w trójkę jeden po drugim albo pchać je po plaży...
No nic, pierwszy dzień dobiega końca, włąśnie jedziemy do Rumii na nocleg znaleziony na hospitality club. Trzymajcie kciuki :)
Gdynia
Pokaz kuchni portugalskiej w Gdyni
Pchanie rowerów po plaży - gdzieś między Sopotem a Gdynią
Zaraz po naprawieniu roweru, Monte Casino w Sopocie
Flaczek
Ready, steady, go!
czwartek, 23 czerwca 2011
Ostatnie przygotowania
Zdecydowałyśmy w końcu, że bierzemy namiot (a w związku z tym spiwory i karimaty też). Jeszcze nie do końca jesteśmy pewne, czy nam się zmieści i jak go mamy załadować, ale biorąc pod uwagę nasze fundusze i zapowiadaną dobrą pogodę (oby), tak chyba będzie jednak bezpieczniej. Będziemy wyglądać mega śmiesznie, jak jakiś dziwny tabor cygański, ale pośmiejecie się sami, jak wrzucimy pierwsze zdjęcia z trasy.
Wyjeżdżamy jutro (piątek) o 6:17 z Kaliskiej (chętni moga przyjść nam pomachać chusteczką). I trasę rozpoczniemy jednak we Władysławowie- najpierw z krótkim przystankiem na zwiedzanie w Sopocie, bo nie znalazłyśmy noclegu na Helu, a trochę bez sensu wydaje nam się jechanie przez dodatkowe 4 godz. (sic!) z Gdańska na Hel.
Teraz jest więc dobry moment, by zacząć trzymać kciuki za tę straceńczą wyprawę! ;)
Wyjeżdżamy jutro (piątek) o 6:17 z Kaliskiej (chętni moga przyjść nam pomachać chusteczką). I trasę rozpoczniemy jednak we Władysławowie- najpierw z krótkim przystankiem na zwiedzanie w Sopocie, bo nie znalazłyśmy noclegu na Helu, a trochę bez sensu wydaje nam się jechanie przez dodatkowe 4 godz. (sic!) z Gdańska na Hel.
Teraz jest więc dobry moment, by zacząć trzymać kciuki za tę straceńczą wyprawę! ;)
Pożegnanie z Jagą
czwartek, 16 czerwca 2011
Jaga Cafe
ufff.. Kwestowanie to nie taka prosta sprawa.
Pojawiłyśmy się w Jadze uzbrojone w plakaty, ulotki, truskawki, laptop i skarbonkę. Ale wystąpiły nieprzewidziane przeszkody. Po pierwsze trafiłyśmy na pierwszy dzień sesji, więc ludzi mniej, a po drugie... bali się do nas podchodzić!! LOL serio, wchodzili, patrzyli kątem oka i odchodzili udając, że nas nie widzą. Ale przecież nie damy się tak łatwo spławić ^_^ Większość osób jednak brała ulotkę z linkiem na stronę obiecując, że zajrzą później. Zobaczymy, co z tego wyjdzie...Trzymajmy kciuki!
Przypominam chętnym, że nasza skarbonka będzie stała w Jadze do przyszłego piątku :)
A po wakacjach pokaz slajdów z wyprawy. Też w Jadze oczywiście.
Pod spodem parę fotek z Jagi: my, obsługa i klient.
Pan Grzegorz, Monia i Izka. Brakuje pani Agnieszki, ale nadrobimy to ;)
Z zaskoczenia go!
Co nas tak rozśmieszyło?
Madzi sposób na zachęcanie ;)
Nasz piękny rowerowy plakat.
Pojawiłyśmy się w Jadze uzbrojone w plakaty, ulotki, truskawki, laptop i skarbonkę. Ale wystąpiły nieprzewidziane przeszkody. Po pierwsze trafiłyśmy na pierwszy dzień sesji, więc ludzi mniej, a po drugie... bali się do nas podchodzić!! LOL serio, wchodzili, patrzyli kątem oka i odchodzili udając, że nas nie widzą. Ale przecież nie damy się tak łatwo spławić ^_^ Większość osób jednak brała ulotkę z linkiem na stronę obiecując, że zajrzą później. Zobaczymy, co z tego wyjdzie...Trzymajmy kciuki!
Przypominam chętnym, że nasza skarbonka będzie stała w Jadze do przyszłego piątku :)
A po wakacjach pokaz slajdów z wyprawy. Też w Jadze oczywiście.
Pod spodem parę fotek z Jagi: my, obsługa i klient.
Pan Grzegorz, Monia i Izka. Brakuje pani Agnieszki, ale nadrobimy to ;)
Z zaskoczenia go!
Co nas tak rozśmieszyło?
Madzi sposób na zachęcanie ;)
Nasz piękny rowerowy plakat.
wtorek, 14 czerwca 2011
KWESTA :)
Jutro wychodzimy na miasto :) Dzięki uprzejmości właścicieli będziemy mogły zasiąść na cały dzień przy kawiarnianym stoliku w Jaga Cafe i namawiać do przyłączania się do naszej akcji :)
Zaprzaszamy wszystkich chętnych do Jaga Cafe przy Wydziale Ekonomiczno- Socjologicznym UŁ (ul. Rewolucji 1905 roku 44, Łódź). Dla tych, którzy chcą zasmakować lata- świeże truskawki!
Zaprzaszamy wszystkich chętnych do Jaga Cafe przy Wydziale Ekonomiczno- Socjologicznym UŁ (ul. Rewolucji 1905 roku 44, Łódź). Dla tych, którzy chcą zasmakować lata- świeże truskawki!
czwartek, 9 czerwca 2011
Trasa Hel ----> Świnoujście
Tak mniej więcej będzie wyglądała trasa wyprawy. Będzie ona oczywiście ewoluowała w zależności od pogody, dostępności noclegów i poznanych na trasie ludzi ;)
Wynosi ona ok. 350 kilometrów i mamy zamiar ją przejechać w około 7 dni. Wszystko do bieżącej weryfikacji.
Czekamy równieź na zgłoszenia osób, które mogą nas przenocować na trasie.
Do zobaczenia :)
Od tego się zaczęło...
Jadąc w środę na uczelnię zatrzymałyśmy się na ławeczce na Lumumbowie. Przytłoczone szarością miasta i uciążliwością podróżowania rowerem po Łodzi rozmarzyłyśmy się o wycieczce brzegiem morza, gdzie nikt na nas nie będzie trąbił...
Wcieniu starego drzewa zaczęłyśmy planować... i nagle okazało się, że duch ochoczy ale... kieszeń pusta!
I tak powstał pomysł włączenia w nasze plany dobrych ludzi, którzy drobnym gestem mogliby przyczynić sie do zrealizowania tego pomysłu.
Wynikiem pierwszych przygotowań jest ta oto sesja fotograficzna, którą zrealizowałyśmy ad hoc.
Sposobem realizacji pomysłu jest zorganizowanie aukcji na Allegro, gdzie sprzedajemy "cegiełki" w dwóch wersjach:
klasa Economic: (4,99zł za sztukę)
http://allegro.pl/objazdowa-wycieczka-rowerowa-wzdluz-wybrzeza-i1673370378.html
i Business class: (9,99zł za sztukę)
http://allegro.pl/objazdowa-wycieczka-rowerowa-wzdluz-wybrzeza-i1673370403.html
Dodatkowo stworzyłyśmy event na Facebooku, gdzie są namiary na nasze konta i każdy może pomóc, nawet jeżeli nie ma konta na Allegro.
Link do eventu:
http://www.facebook.com/event.php?eid=232441550104029#!/event.php?eid=232441550104029
Idea może jest utopijna, ale liczymy na uśmiech każdego, kto trafi na nasz apel i przekona go nasza desperacja :D
Wcieniu starego drzewa zaczęłyśmy planować... i nagle okazało się, że duch ochoczy ale... kieszeń pusta!
I tak powstał pomysł włączenia w nasze plany dobrych ludzi, którzy drobnym gestem mogliby przyczynić sie do zrealizowania tego pomysłu.
Wynikiem pierwszych przygotowań jest ta oto sesja fotograficzna, którą zrealizowałyśmy ad hoc.
Sposobem realizacji pomysłu jest zorganizowanie aukcji na Allegro, gdzie sprzedajemy "cegiełki" w dwóch wersjach:
klasa Economic: (4,99zł za sztukę)
http://allegro.pl/objazdowa-wycieczka-rowerowa-wzdluz-wybrzeza-i1673370378.html
i Business class: (9,99zł za sztukę)
http://allegro.pl/objazdowa-wycieczka-rowerowa-wzdluz-wybrzeza-i1673370403.html
Dodatkowo stworzyłyśmy event na Facebooku, gdzie są namiary na nasze konta i każdy może pomóc, nawet jeżeli nie ma konta na Allegro.
Link do eventu:
http://www.facebook.com/event.php?eid=232441550104029#!/event.php?eid=232441550104029
Idea może jest utopijna, ale liczymy na uśmiech każdego, kto trafi na nasz apel i przekona go nasza desperacja :D
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


















