sobota, 25 czerwca 2011

Pochwalmy się, ile zrobiłyśmy dzisiaj...

Po smacznie przespanej nocy u przegościnnego Adama (zdjęcia poniżej) w Rumii wypoczete i pelne zycia ruszylysmy w ambitnie wyznaczona trase z Rumii do Leby (70 km). Latwo nie bylo... Wiatr w twarz i pagórki naruszyły naszą doskonałą kondycję... jeszcze nie wiemy co będzie jutro rano ale zakwasy murowane i to bynajmniej nie tylko w nogach. Od rana zamierzamy odwiedzić wydmy (pieszo) a potem pojechac jeszcze pare kilometrow... tak do Kluk. Zalączamy zdjecia z porannego sniadanka u Adam (facet robil trzeb dziewczynom jejecznice! bylysmy bardzo poruszone) dal nam klucz do kol, sznurek i  nastawil nas bardzo pozytywnie do hospitality i couch surfingu i bardzo nam pomogl pierwszej nocy goszczac nas u siebie zaskoczony tego samego dnia. Dziekujemy Adam :) Zobaczcie jak mozolnie zdobywamy kolejne wyznaczane etapy.
 Jajecznica
                                    w przygotowaniu
 Cala rodzinka, razem z kotka bez imienia ktora towarzyszyla nam cala noc
 Kolejne etapy: Choczewo - miesce, ktore wyznaczylysmy sobie na obiad i dlugo nie moglysmy sie go doczekac
I cel podrozy, ktory juz kilka razy zaczal nam umykac w trudach podrozy. Ale dojechalysmy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz