Rano obudzil nas kogut i ulewa, wiec ciezko bylo sie nam zwlec z lozka. Ok 10 udalo nam sie zapakowac i zjesc sniadanie w knajpie obok. Ok 11 w koncu ruszylysmy. Kiedy udalo nam sie wjechac do Jastrzebiej gory (juz wiemy skad nazwa ⛰️) zrobilysmy sobie wakacyjne tatuaze i posililysmy sie lodami. Jechalysmy dalej zeby zjesc obiad za Wladkiem, ale deszcz zdecydowal inaczej i jemy w stolicy nadmorskiego kiczu, ale za to rybke przy samym porcie.
Ostatnia prosta z Wladyslawowa na Hel. Ruszamy z kopyta zanim Marta sie rozmysli i bedzie chciala podjechac pociagiem. To byla dobra decyzja- trasa polwyspem helskim jest przepiekna i wiatr mocno pomaga dmuchajac w plecy. Czesto jedzie sie przy samej plazy i mozna podziwiac kolorowe kajty. Koncowka przed Helem wiedzie przez malownicze pagorki w lesie i w koncu docieramy do celu! Mamy to!
Jestesmy z siebie dumne i mamy godzinke do pociagu powrotnego, wiec siadamy na ostatnia kawke z widokiem na morze i pedalujemy na dworzec.
Dziś 76km
TOTAL 278km














