Łóżka były baaardzo wygodne, dlatego znów nie udało nam się zbyt wcześnie wstać. Między pakowaniem naszych rozrastających się bagaży, śniadankiem i porannymi kąpielami zleciał nam czas prawie do 12. Żegnane przez bardzo miłe cztery kobiety z gościnnego pensjonatu, notabene 4K, z żalem odjeżdżałyśmy. Ale tego dnia, z powodu pogody – nie padało, ale było bardzo pochmurno i zimnawo, zaoszczędziłyśmy sporo czasu i prawie cały dzień bez przerwy pedałowałyśmy. Minęłyśmy Kołobrzeg, Dźwirzyno, Mrzeżyno. Za Mrzeżynem spędziłyśmy sporo czasu w przepięknym lesie próbując ominąć jednostkę wojskową i wyżerając ogromne ilości jagód z rosnących w tym pięknym lesie krzaczków. Na jagodach zeszło nam trochę czasu, ale resztę dnia bezlitośnie dla swoich nóg i zadków pedałowałyśmy dalej przez Pogorzelicę (pyszna, wypasiona kolacja z emerytami w ośrodku z poprzedniej epoki), Niechorze, Rewal, Trzęsacz i skończyłyśmy w Pustkowie- tylko dlatego, że zastał nas tam zmierzch. Bardzo zadowolone z wyniku wyliczyłyśmy sobie, że kolejnego dnia spokojnie dojedziemy do Świnoujścia – zostało nam ok. 55 kilometrów – w brzydką pogodę była to dla nas pestka. Na dobranoc wypiłyśmy po malej wiśnióweczce na rozgrzanie i zadowolone poszłyśmy spać w naszym ukochanym namiocie – tym razem rozbitym legalnie na polu.
Latarnia morska w Kołobrzegu.
Jagodobranie.
Gumisie
Gdzieś przy jednostce wojskowej.
Stary budynek stacji kolejowej w Pogorzelicy.
Łódź przejmuje Pogorzelicę!
Tory.
Kotek.
Tyle zostało w Trzęsaczu.
;)








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz